piątek, 28 lutego 2014

Rezydentura, czyli coś się kończy - coś się zaczyna

Dłuuugo mnie (a właściwie nas) nie było, bo sporo się działo. W pracy spektakle, koncerty - koncerty, spektakle, w domu H. i kot (ostatnio głównie on), a poza pracą wniosek i klub. A u M. podejmowanie życiowych decyzji i zmiany, zmiany, zmiany. Panie i Panowie - M. już nie pracuje w szpitalu!

niedziela, 2 lutego 2014

Noc bez księżyca, czyli coś na dobranoc

Jest taka lektura, która towarzyszy nam codziennie. Polecona przez panią bibliotekarkę, wypożyczona i od tego czasu zaczytana prawie na śmierć.

piątek, 24 stycznia 2014

Pod Mocnym Aniołem, czyli o piciu

Słowo się rzekło, a właściwie napisało - obiecałam sobie, że zobaczę "Pod Mocnym Aniołem" Smarzowskiego według prozy Jerzego Pilcha, gdy tylko film wejdzie do kin. Dziś więc pobawię się w recenzenta filmowego (o czym marzyła chyba połowa moich znajomych z kulturoznawstwa - przynajmniej ta, która nie dostała się na filmoznawstwo do Krakowa - tylko takie dziwolągi jak ja chciały iść na specjalizację kulturową, a w końcu wylądowały na literackiej, bo kochają książki).

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Kto się z kim ściga, czyli o sztuce (nie) porównywania się

Czas z H. mogłabym umownie podzielić na dwa okresy: 0-6 miesięcy, kiedy to wszystkim się przejmowałam (ona jeszcze nie podnosi główki/ nie przekręca się / nie przekłada z ręki do ręki itd.) i 6-12, kiedy to odcięłam pępowinę i zaczęłam trochę odpuszczać. 

czwartek, 16 stycznia 2014

Genetyczny bliźniak, czyli czy gdzieś tam jesteś?

Nie podniecam się Dodą, nie mam ciuchów od Paprockiego, ani nie kocham się w Młodym Stuhrze (no dobra, to ostanie nie jest do końca prawdą...). Ale jest coś, co łączy wszystkie te osoby i sprawia, że je podziwiam.