Trzy tygodnie urlopu pozwoliły mi zapomnieć o pracy. Od życia nie dało się odpocząć - w końcu byliśmy na wakacjach ze zbuntowanym dwulatkiem. Przeżyłam dwa 9-godzinne loty i trzy alarmy ostrzegające przed huraganem (w nocy i w trakcie burzy). Zdystansowałam się za to do blogowego świata, choć wydaje mi się, że od samego początku stałam gdzieś z boku, o czym przekonywałam tutaj.
Przemyślenia, opinie i obserwacje z perspektywy żony lekarza. Innymi słowy: pacjentka, lekarz i ich dzieci pod jednym dachem.
wtorek, 22 lipca 2014
środa, 11 czerwca 2014
Reisefieber, czyli apteczka dla dziecka
W 2011 roku nie pojechaliśmy na wakacje, bo byłam w ciąży. Błąd nr 1: dziś już wiem, że wojaże z maleństwem w brzuchu, to zdecydowanie najwygodniejszy sposób podróżowania z dzieckiem...
niedziela, 25 maja 2014
Co czyta lekarz, co czyta żona lekarza, czyli o specjalizacji
Podobnie jak nasz wygląd, przekonania, wykonywane zawody i charaktery, mnie i mojego męża różnią także upodobania książkowe.
czwartek, 15 maja 2014
7 grzechów głównych lekarzy, czyli to ONI są winni
Prolog:
Drodzy Lekarze! Nienawidzę generalizowania i wrzucania do jednego worka wszystkich medyków (podobnie jak przedstawicieli innych zawodów). Przytoczone przeze mnie przywary nie dotyczą ogółu. W tym poście przeczytacie o negatywnych cechach, bo jak wiecie o dobrych się nie mówi - za nudny (i mało medialny) temat. Zanim oburzycie się na wypisane tu grzechy i grzeszki, spróbujcie spojrzeć na siebie z dystansu.
Drodzy Pacjenci! Przed przeczytaniem tego postu proszę o zapoznanie się z moim wcześniejszym tekstem. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
środa, 23 kwietnia 2014
Skrzaty, czyli żywot braci malutkich, acz nie maluczkich
Tak, wiem - miało być 7 grzechów głównych lekarzy. Ale spokojnie: trwa intensywny proces myślowy i post się tworzy. Zresztą nie ma to jak podsycać atmosferę oczekiwania. Dziś z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich daję upust literaturoznawczej miłości do książek. "Skrzaty" autorstwa Wila Huygena z ilustracjami Riena Poortvlieta podglądałam jeszcze jako mała dziewczynka u mojej kuzynki Miss O. Książkę niedawno zakupiłam do własnej kolekcji - nie będę ściemniać, że to dla H., bo jest jeszcze na nią za mała - i chciałabym o tym niezwykłym albumie napisać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)