czwartek, 4 maja 2017

Mój coming out, czyli rzecz o wadze.

To wyznanie chodziło mi po głowie od ładnych paru lat, ale ponieważ ciągle go nie publikowałam, poniższy post stał się naturalną kontynuacją poprzedniego, tego o porodzie. Ogłaszam bowiem wszem i wobec (jeśli ktoś jeszcze nie zauważył), że 1,5 roku po urodzeniu mojej drugiej córki, nie wróciłam do wagi sprzed ciąży. Będzie to więc wyglądało jak tłumaczenie się z tego faktu, ale co tam. Możecie sobie to tak interpretować. Ja chciałabym wam przekazać coś zupełnie innego.

Kurczę, jestem gruba.
Już nie pamiętam, czy to napisał Pilch, czy Hrabal, a może Pilch powtórzył za Hrabalem... W każdym razie ja również uważam, że baba powinna być cycata albo dupiata. A najlepiej jedno i drugie. Niestety mogę się jedynie pochwalić wystającym brzuchem, dlatego z nieukrywaną zazdrością patrzę na dziewczyny o kobiecych kształtach. No nic nie poradzę, że uwielbiam okrąglejsze osoby!

Chcąc nie chcąc obracam się w kręgu mam i powiem wam, że te mleczne piersi, poporodowe brzuchy i pełne biodra to dla mnie kwintesencja kobiecości! Bardzo mnie martwi, że one ciągle martwią się swoją wagą, non stop się odchudzają i katują ćwiczeniami. A ja na ulicy prędzej obrócę się za kobietą w typie Monici Bellucci, a nie Anji Rubik. Niestety zdaję się być w tym moim zachwycie mocno odosobniona.

Kiedy TO, stało się seksowniejsze od TEGO?
Czy przeszkadza mi moja waga? Jasne, że czasem tak! Szczególnie wtedy, gdy oddaję szczuplejszej (i młodszej) części rodziny moje, za małe już ciuchy. Patrzę często na jakieś ubranie i myślę: "Nieee... To se ne vrati" - już nigdy nie będę taka chuda... A że chodzenie po sklepach, wybieranie i przymierzanie jest dla mnie prawdziwą mordęgą, to owszem - ubolewam nad koniecznością zmiany garderoby. Ale tak poza tym... Szczerze? Moja waga nie spędza mi snu z powiek. Mam świadomość, że są na świecie o wiele ważniejsze sprawy (jak na przykład zdrowie moich dzieci). A jeśli ktoś ma problem z moją wagą? To tak na prawdę jego problem, nie mój.

Tak się czuję, gdy przymierzam stroje kąpielowe.
Nie chciałabym być jednak źle zrozumiana. To nie jest tekst przeciwko szczupłym osobom. Kochani chudzielcy! Te wasze rachityczne ramionka, zapadłe klatki piersiowe, wklęsłe brzuchy, pupcie małych chłopców i patykowate nogi to po prostu nie moja bajka! Przepraszam, że nie kibicuję wam w morderczych maratonach, nie lajkuję waszych zdjęć z siłowni (gdzie pędzicie na rowerkach donikąd albo wyciskacie siódme poty na wiosłach bez wody), ani nie podniecam się, że zrobiliście jakiś szlaczek z Endomondo. Nie reaguję też entuzjastycznie na koleją wiadomość o tym, że ktoś jest na bezmięsnej/glutenowej/cukrowej (lub wszystkie opcje naraz) diecie. No, sorry.


Wyczuwacie złośliwość? I słusznie! Pamiętajcie, że gdy ktoś z was kpi, to najpewniej wam zazdrości (gdybym o tym wcześniej wiedziała, być może moja kariera zawodowa potoczyła by się inaczej, ale to zupełnie inna historia). I ja wam drodzy zdrowo- wyglądający i odżywiający się, właśnie zazdroszczę. Endorfin, tego, że o siebie dbacie, że wam się chce i macie na to czas. To, że nie jestem teraz fit, nie znaczy, że kiedyś nie będę. I tak naprawdę bardzo za was wszystkich trzymam kciuki! 

A wy, moje kochane grubaski - jeśli urodziłyście się z nadwagą, nie schudłyście po ciąży, a może zgrubłyście tak po prostu - nieważne - wiedzcie, że jest taki ktoś, kto patrzy na was z prawdziwą przyjemnością i zachwytem. Ja już tak po prostu mam.

4 komentarze:

  1. Moim zdaniem za dużo jest w sieci tych zdjęć szczupłych dziewczyn i zdjęć motywacyjnych, internet oszalał wręcz na punkcie ''bycia fit''

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko zdjęcia :P Prawdziwe życie i prawdziwi ludzie nie są z/w Internetu/-cie. Warto o tym pamiętać. Pozdrawiam!
      A.

      Usuń
  2. Tak, świat jest naprawdę ciekawy. Coraz częściej promuje się osoby, które są super zdrowe i piękne, a zapomina się o tych zwykłych. W sumie to nie widzę w tym nic złego, ale jestem ciekawy, jak czuje się Pani jako żona lekarza, który pewnie niejednokrotnie opowiada o ciężkich pacjentach. To musi być dołujące, więc podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, on nic nie opowiada. Z natury jest mrukiem (o, przepraszam - powinnam napisać, że jest małomówny ;) ), nie przynosi pracy do domu, a poza tym obowiązuje go tajemnica lekarska.
      A.

      Usuń

Będę wdzięczna za każdy komentarz, ale spamerom i hejterom dziękuję, nie publikuję!