wtorek, 22 lipca 2014

Jestę blogerę, czyli lekcja dystansu

Trzy tygodnie urlopu pozwoliły mi zapomnieć o pracy. Od życia nie dało się odpocząć - w końcu byliśmy na wakacjach ze zbuntowanym dwulatkiem. Przeżyłam dwa 9-godzinne loty i trzy alarmy ostrzegające przed huraganem (w nocy i w trakcie burzy). Zdystansowałam się za to do blogowego świata, choć wydaje mi się, że od samego początku stałam gdzieś z boku, o czym przekonywałam tutaj

H. za niedługo skończy dwa latka, a ja wiem więcej, niż gdy miała roczek. Rok temu wiedziałam więcej niż przed jej urodzeniem. Dwa lata temu myślałam, że dużo wiem, bo wcześniej pracowałam jako au-pair. A jeszcze przed pracą opiekunki wydawało mi się, że wiem sporo, bo przecież mam trzech młodszych braci. Wciąż się uczę bycia mamą!

Tymczasem mamuśki dalej roztrząsają: wózek czy chusta, jedzenie domowe czy słoiczki, butelka czy pierś, spanie w łóżeczku czy w łóżku, ze smoczkiem czy bez smoczka? No i nie zapominajmy o temacie, który poruszył blogi parentingowe: czy dziecko może się pokazać publicznie w samych rajstopach?! Nie muszę chyba dodawać, że po tej "aferze" moje zainteresowanie blogowymi kłótniami wyraźnie osłabło.

Jeszcze kiedyś miałam ochotę brać udział w internetowych dyskusjach, kruszyć kopię w (wydawało mi się) ważnych sprawach. 


Dziś już wiem, że to nie ma sensu. I nawet cieszy mnie, że latem na blogach sezon ogórkowy w pełni. Już dawno pisałam, że "real life is out there". Blog ma być dodatkiem do życia, a nie na odwrót. Nie wierzę w deklaracje typu "jestem na blogu taki prawdziwy". To, o czym piszemy, w jaki sposób piszemy, które zdjęcia i obrazki publikujemy, nawet jakiej używamy czcionki i szablonu jest naszym pomysłem na siebie, a więc kreacją. W prawdziwym życiu blogowe "nigdy bym nie użył/zrobił/powiedział" zamienia się w "no wieeeesz, różnie bywa".  Ja jakoś nie pasuję do tego świata - nie ćwiczę z Trzewikowską, nie czytam poradników "Jak zarobić na blogu" Piecyka, nie organizuję konkursów, o przepraszam - candy... 


Są i pozytywy: mniejsza ilość czytanych blogów = większa liczba przeczytanych książek (aktualnie jestem zaczytana w "Wyznaję" Jaume Cabré). 

A na poprawę humoru i lekcję samokrytycyzmu polecam:





6 komentarzy:

  1. A wiesz, że mi umknęła afera rajstopowa? Teraz niedawno była i lakierowa, która też mi umknęła. Każdy jest kowalem swojego losu ;)
    P.S. książki Księcia blogosfery też nie przeczytałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie straciłaś ;)
      A.

      Usuń
  2. A ja blogosferę obserwuję z boku, Piecyka (dobre :)) czytam aktualnie i wg mnie gość ma wartościowe i ciekawe podejście do zjawiska.

    Blogowanie i komercjalizacja bloga to osobne tematy, nie każdy musi chcieć bloga komercjalizować (na szczęście)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dystans na pewno łatwiej stojąc z boku. Cieszę się, że ten "Piecyk" jest czytelny, bo bałam się że nikt nie odczyta aluzji ;) Ale mam nadzieję, że z tekstu wynika, że nie chodzi tylko o niego (książki nie czytałam, więc nie będę jej oceniać, za to kilka osób, których zdanie cenię, mówiło/pisało, że im się podoba - na jego blog parę razy weszłam i widzę, że ma cięte i przemyślane teksty, lubię to u blogerów). Podobnie jest z aktywnością fizyczną - ja jej nie potępiam, wręcz podziwiam osoby, które robią coś dla siebie. Chodzi mi o pewną tendencję, może nie tyle komercjalizacji, co bardziej skupiania się bardziej na blogu, niż na życiu w rzeczywistości. Ja sama przecież pisze bloga, więc ten post dotyczy także mnie, pomaga mi nie zapomnieć, co tak naprawdę jest ważne.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.
      A.

      Usuń
  3. Z przymrużeniem oka ;) teraz nie brakuje tego w sieci, ale coraz ciężej znaleźć coś wartościowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie za bardzo wiem, czy to komplement czy obelga pod adresem mojego bloga :P
      A.

      Usuń

Będę wdzięczna za każdy komentarz, ale spamerom i hejterom dziękuję, nie publikuję!